Wielki apetyt na szycie przeszedł mi z chwilą
złamania pierwszej igły
w Łuczniku 877- moim ostatnim prezencie od cioci.
Po ponad półgodzinnych poszukiwaniach kawałka igły,
przeczesaniu całej podłogi, przetłumaczyłam sobie,
że stało się to "na szczęście", ale dalszych kroków
w kierunku bliższego zaprzyjaźnienia się z maszyną
z racji późnej pory i wzroku już nie tego, nie poczyniłam ;)
Pozostały ręce, igła z nitką i kawałki sukienki,
które po dłuższej chwili zamieniły się
w zawieszki - poduszki wypchane serducha <3
